Każdy z nas ma marzenia, są ważną składnią naszego życia,
marzenia uskrzydlają i potrafią popchnąć do działania. Wiem, że jeżeli
bardzo się czegoś pragnie..., to to coś staje się realne.
Wychowałam się w ogrodzie mojej Babci i Dziadzia, pełnym
drzew i kwiatów. Mimo, że tego ogrodu już dawno nie ma, pamiętam każdy
jego kącik. Wiem, w którym miejscu rosły jabłonki i jak smakowały z nich
jabłka, gdzie były renklody jak złociste kulki, pełne soku klapsy,
zwykłe węgierki, widzę moją huśtawkę, ławkę, ogrodowe łóżko, na którym
Dziadzio latem sypiał.
Mawiał, że jak śpimy pod niebem
, to stajemy się jego częścią...
To
wszystko zaważyło na moich marzeniach, pragnęłam dużego ogrodu, aby
przenieść do niego moje cudowne wspomnienia z dzieciństwa.
Zanim
znaleźliśmy z mężem to cudowne miejsce, w którym obecnie mieszkamy,
miałam dwa ogrody. Jeden nad jeziorem, gdzie wyjeżdżaliśmy co weekend
odpoczywać i ogród przy naszym domu w mieście. Niejedna osoba zadowolona
byłaby z takiego posiadania, ale nie ja! Chciałam, aby nasze życie
toczyło się w jednym miejscu, gdzie rano wstaję i w koszuli nocnej,
boso, mogę pójść po owoce do sadu, zerwę kwiaty do wazonu, gdzie wokół
mnie będzie tylko zieleń i cisza, a nie zgiełk miasta lub ludzi
"odpoczywających" nad jeziorem.
I udało się! Nowy dom i ogród tworzymy od siedemnastu lat na wsi.
Kupiona została ponad hektarowa łąka z rzeką i kilkoma drzewami oraz las olchowy za rzeką. Trafiliśmy w to miejsce przypadkiem, nie z myślą o kupnie..., ale gdy ujrzałam starą, złamaną wierzbę, wiedziałam, że to jest to!
po zakupie działki - grudzień 1995 roku
Natura romantyka wzięła górę nad rozsądkiem..., nie mieliśmy zamiaru posiadać aż tyle ziemi! Mój zachwyt nad tym miejscem był tak ogromny, że mąż nawet kopnął mnie w kostkę abym zbytnio się nie zachwycała gdyż cena wtedy
wzrośnie. Finalizacja nastąpiła w grudniu 1995 roku..., dostałam ponad hektar na Mikołaja!

Złamana wierzba, ta która mnie zauroczyła - wiosna 1996 rok
Tej wiosny zaczęła się budowa ogrodu i domu.
Teren ma lekki skłon w stronę rzeki. Najniżej jest las. Jest on po jej drugiej stronie (widoczny na zdjęciu), nie ruszony przez nas do dziś, nadal to dzikie miejsce, mieszkają w nim różne zwierzęta i ptaki. Czasem tylko wiejscy sąsiedzi wycinają ze swojej części uschnięte drzewa.
Ogrom działki przerażał mojego męża, część łąki przeznaczyliśmy pod budowę stawu, a dalej robiliśmy co nam serce podpowiadało. Tworzenie tak olbrzymiego ogrodu jest nie lada wyzwaniem! Najlepszym architektem krajobrazu jest sama natura, która nas otacza i trochę wyobraźni, ale najwięcej miłości. Tego nam nie brakowało!
Posadziliśmy same rodzime gatunki tak, aby wtopić się w otoczenie. Uwielbiam "nieuczesane" ogrody, pełne tajemniczych zakątków i usytuowanych tak aby zaskakiwały odwiedzającego. Miło chodzić po takim ogrodzie, styl jego nawiązuje nieco do angielskiego i wiejskiego polskiego.
Jest to mój styl!
Serdecznie pozdrawiam
Pawanna