My blog about my house, garden, flowers, what I think about, animals overall life in peace with nature.

And all my passions.


niedziela, 23 czerwca 2019

Moja Mama

W ubiegłą niedzielę umarła moja Mama Zofia. Spodziewaliśmy się Jej odejścia, bowiem od kilku miesięcy ciężko chorowała, a choroba i wiek (miała 90 lat) nie dawały żadnych nadziei. A jednak, mimo tej oczywistości nieuniknionego, cios okazał się dla mnie bardzo trudny do przyjęcia. Bo przecież już nigdy nie pogadamy, nie zobaczymy się...

Moja Mama Zofia Grab
Moja Mama w młodości

Pozostanie w naszej pamięci, na zdjęciach, a także w obrazach, które namalowała i które wiszą na ścianach domów naszej rodziny. Mój skromny talencik do zajęć artystycznych w genach przejęłam właśnie od Niej (również mój brat) .

Chciałabym na łamach mojego pamiętnika - bloga, przybliżyć Wam Jej postać i troszkę o Mamie powspominać. Na pewno byłaby z tego zadowolona...

Moja Mama była kobietą nietuzinkową, ciekawą, kolorową, artystką... Chociaż sztuką zajmowała się tylko amatorsko, to przez wiele lat, zwłaszcza od przejścia na emeryturę, z wielką pasją. Jak sama mówiła: "dostałam kropkę od Boga w postaci talentu". A miała wszechstronne uzdolnienia, nie tylko plastyczne, także np. aktorskie, co w połączeniu z rewelacyjną pamięcią, owocowało zaskakującymi wiele osób cytatami dzieł klasyków. Swoim wnukom i prawnukom potrafiła recytować całe strofy "Pana Tadeusza", wiersze Brzechwy czy Fredry.

Umiała pięknie śpiewać, grać, szyć, haftować, dziergać, a przede wszystkim malować. Należała do Lubelskiego Towarzystwa Sztuk Pięknych, uczestniczyła w wielu wystawach malarskich. Lubiła też kopiować znanych malarzy, choć zawsze "po swojemu", z jakimiś zmianami. Inspirowały ją zarówno "Słoneczniki" Van Gogha, jak i pejzaże Szyszkina.

Przedstawię kilka wybranych prac mojej Mamy, na początek coś z Jej najbardziej ulubionych tematów, zaczerpniętych z natury: od kwiatów, przez pejzaże, po zwierzęta, zwłaszcza konie.

Obrazy olejne:


Akwarele:



Obrazy haftowane ściegiem płaskim, obrazy są duże, oprawione w ramy za szkłem.




Także tkała gobeliny, głównie o tematyce sakralnej. Jeśli ktoś zna cyrylicę może przeczytać, że jest to św. Borys.



Mama bardzo kochała przyrodę, pochylała głowę nad każdym kwiatkiem dostrzegając w nim nieprzeciętne piękno. Umiała przy tym uroczo się rozwodzić na jego temat. Gdy przyjeżdżała do nas na wieś, biegała po ogrodzie i zrywała kwiaty, aby je zasuszyć i cieszyć się nimi zimową porą.
A w moim panieńskim domu zawsze były zwierzęta: pieski, kotki, ptaki.
W ubiegłym roku Mama wyleczyła gołębia, który z odłamanymi paluszkami wylądował na jej parapecie. Gołąb tak się przyzwyczaił, że przychodził na posiłki o odpowiednich porach i głośno gruchał. Nie bał się Mamy, siadał na jej dłoni, a Ona go gładziła po grzbiecie. Tak było przez cały rok, nawet zaglądał zimą. Teraz gołąb musi poradzić sobie sam, bez ulubionej opiekunki.

Trudno pogodzić się z utratą Rodzica, nawet gdy jest się w bardzo dojrzałym wieku. Już nigdy nie zwrócę się do Niej i nie powiem Mamo...

Dziękuję wszystkim czytelnikom i pozdrawiam serdecznie.

sobota, 15 czerwca 2019

Czapeczka dla Pigmeja

Witam wszystkich bardzo serdecznie. Myślę, że może jeszcze o mnie pamiętacie, mam taką nadzieję i to ogromną! Długo się nie udzielałam, bo miałam, i mam nadal, smutne rodzinne kłopoty. Na domiar tego złego, to jeszcze złamałam nogę w kolanie. Miałam operację i leżałam w szpitalu. Teraz leżę w domu, trochę jeżdżę na wózku inwalidzkim.

Wynajduję sobie prace, które w moim stanie mogłabym wykonać. Okazało się, że jak są chęci. to można sporo tych prac wymyślić.
Pierwszą z nich i bardzo ważną, jest akcja u Justynki - "Na równiku też jest zimno".
Przyłączyłam się do niej z wielką przyjemnością.


W domu miałam włóczkę z głębokiego PRL-u, jeszcze nie używaną i nie skręconą w motek. Postanowiłam jej użyć do wykonania kompletu na zimne noce dla maluszków Pigmejów, jak się okazuje - marznących i chorujących z powodu tego afrykańskiego zimna.
Takich starych rzeczy, jak ta włóczka właśnie, nie wyrzucam, bo nigdy nie wiadomo kiedy mogą się przydać i okazało się, że po 40 latach leżenia w szafie, mogę z niej zrobić coś przydatnego. Włóczka to połączenie bawełny z wiskozą, bardzo delikatna z lekkim meszkiem.


Komplet robiłam na drutach. Trochę mi zabrakło włóczki na kocyk, ale trudno - wygląda to tak, jak na zdjęciu. Czapeczkę i skarpetki zrobiłam według mojego pomysłu zapamiętanego z PRL-u, takie właśnie rzeczy robiłam dla mojego, wówczas malutkiego, synka.


W tamtych czasach wszystko było zdobyczne, wystane w kolejkach i ta włóczka również ma swoją historię. Gdy opowiadam wnukom, że na półkach w sklepie był tylko ocet, śmieją się z niedowierzaniem. A przecież tak było.
Było źle, ale mimo wszystko dużo, dużo lepiej niż mają Pigmeje. Biedny naród, dlatego też kłaniam się nisko Justynce, że pomyślała o takiej akcji, która w mikroskopijnej części poprawi ich los, a na pewno wywoła uśmiech na twarzy. To jest właśnie ta kropla, kropla w morzu potrzeb.
Pozdrawiam Was ciepło .

Krysia...

Mamy bardzo smutne wieści. Zmarła nasza blogowa koleżanka Krysia. Mama Lidzi - Czarnej Damy.
Lidziu, wiadomość o śmierci Twojej Mamy wstrząsnęła mną mocno. Miałam nadzieję, że wyzdrowieje i będzie pokazywała nadal karteczki na swoim blogu. Były one wyjątkowe, Krysia miała niezapomniany styl. Jej karteczki były bardzo delikatne z wieloma drobnymi elementami. Tylko osoba bardzo cierpliwa mogła je tworzyć. Pamiętam kolekcje muszli, które Krysia gromadziła, świece i długopisy. Będzie mi bardzo Jej brakowało.
Trudno pogodzić się z tak wielką stratą, trudno żegnać kogoś, kto jeszcze mógł być z nami...
Żegnaj na zawsze Krysiu.
Ta symboliczna róża jest dla Ciebie Krysiu...
Ania - Pawanna

wtorek, 30 kwietnia 2019

Jeszcze świątecznie

Witam serdecznie.
Bardzo Wam kochani dziękuję za wszystkie życzenia, te pocztowe i te wirtualne. Czas tak szybko płynie, że za pasem już następne święta:)

Chciałam pokazać Wam mojego, pięknie kwitnącego storczyka.


Dziękuję za cudne karteczki i za serce w nie włożone.





Z ostatniej chwili czyli dnia 2.05.2019 roku:) Poczta dopisała, otrzymałam zagubioną gdzieś w kraju, karteczkę od Oleńki.
Bardzo dziękuję Olu za śliczną, delikatną karteczkę.


Przed świętami zrobiłam kilka pisanek. Większości już nie ma, były drobnymi prezentami.
Poniżej pisanki w stylu vintage z wydmuszek gęsich:) Spękania dwuskładnikowe i złoty wosk, wtarty w spękania.

Jeszcze jedna pisanka na stojaczku. Powstała z plastikowej wydmuszki. Malowana od środka klejem do decu, posypana brokatem i pokryta kolorową farbą kredową.
Użyłam różnych mediów, między innymi kolorowe woski i farbę kredową. Wycisk z masy lekkiej Fimo. Pisanka stała na kredensie i |pasowała (moim zdaniem) do zgromadzonych tam pamiątek.


Wszystkie pisanki kieruję na zabawę do Reni - Polszczyzna i rękodzieło.

Kochani bardzo Wam za wszystko dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

P.S. Czy podoba się Wam mój, pięknie kwitnący storczyk? Zdradzę Wam, że jest to kwiat... sztuczny z foamiranu. Zrobiłam go na warsztatach z Liną Shvets.

sobota, 20 kwietnia 2019

Życzenia

Wszystkim miłym gościom życzę wspaniałych Świąt Wielkanocnych. Zdrowia i pomyślności.  Niech te Święta upłyną Wam w ciepłej, rodzinnej atmosferze.

Ania/Pawanna


Poniżej cudowny filmik, zapraszam. Pozdrawiam wszystkich bardzo mocno!


czwartek, 4 kwietnia 2019

Wiosna



W końcu do nas przyszła w pierwszych kwiatach i zapachach. Szukałam wiosny w swoim ogrodzie, chodząc tu i tam, przyglądając się drzewom i krzewom. Przyroda ruszyła się do życia, ptaki cudownie śpiewają, pączki na drzewach pęcznieją. Jest cudownie!

Pierwszą kwitnącą rośliną w moim ogrodzie jest oczar.

Oczary szykują się do kwitnięcia już w styczniu, a zakwitają na początku lutego, tak przynajmniej jest u mnie. Kwitną długo, a  później te niezwykłe kwiaty pozostają na krzaku długo, jak gdyby na nim zaschły. Cud natury!

Poniżej kwitnąca kalina wonna. Rozsiewa piękny zapach i przyciąga pszczółki. Tę pszczółkę zobaczyłam po raz pierwszy w tym roku, na początku marca. Jeszcze zbyt zimno, aby pszczoły wyszły w pełni na zewnątrz.                                                                                                                                                   

Jak w wielu ogrodach i u mnie kwitną krokusy, przebiśniegi, zawilce ogrodowe... 


Kwitną też bardzo intensywnie derenie jadalne. Rosną nad stawem i złocą się już z daleka. 20 lat temu posadziłam jeden krzak i długo czekałam na owoce. Dereń kwitł wspaniale, ale ich nie zawiązywał. Po kilku latach dosadziłam kolejne trzy. Od tej pory co roku mam masę owoców, z których robię nalewki.
 Dlaczego nie zawiązywał owoców? Otóż derenie są rozdzielnopłciowe, muszą być dwa osobniki, aby powstały owoce. Obecnie wyhodowano takie krzewy, które nie potrzebują już drugiej płci.


Nad samym stawem także tętni wiosenne życie. Ale jeszcze rośliny są w powijakach. Myślę, że niedługo będą kwitły kaczeńce i knieć błotna. Obecnie wychodzą z wody listki nenufarów i żółtego kosaćca błotnego. Mam w różnych miejscach skupiska tego kwiatka, sam nie wiadomo skąd przyszedł i sam rozsiewa się pięknie.

Moje pieski lubią spacer nad stawem, bo w nim zawsze coś się dzieje. A to przepłoszą kaczkę,

a to wyczują coś w szuwarach.

Reksio z Cykorkiem  na pewno wyczuły szczurka wodnego. Natomiast Luna, dama, tylko spogląda na chłopców z daleka i w zamyśleniu zastanawia się co też te psy wyczuły...

Muszę napisać, że znów mam trzy pieski. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia odeszła od nas seniorka stada, piętnastoletnia sunia Bawarka.

Nad stawem kwitną wierzby, dla mnie ich kwitnienie jest początkiem prawdziwej wiosny.

Siedząc nad stawem wsłuchiwałam się w śpiew ptaków. Wśród tych cudnych treli usłyszałam dziwny skrzek, jakby ktoś się dziwnie śmiał. Nade mną, wysoko na olsze siedział dzięcioł zielony.
Zrobiłam zdjęcie. Chociaż mam długi obiektyw, to jednak nie aż tak silny, aby sfotografować go w dużym zbliżeniu.

Tego sporego dzięcioła widzimy często w naszym lesie, jak chodzi po trawie i wyjada sobie mrówki. To jego przysmak, a gdy natrafi na ich gniazdo to wyjada głównie larwy. Wtedy chyba jest najbardziej zachwycony:) Dzięcioły te, z powodu miejsca i sposobu zbierania pokarmu nazywane też dzięciołami ziemnymi, są pod ścisłą ochroną.
Poniżej zdjęcie w cyfrowym przybliżeniu, wykadrowane, stąd jego słabsza rozdzielczość.

Łąka nad stawem nabrała w słońcu ciepłej zieleni.

A patrząc w górę zobaczyłam klucz żurawi. 

To już prawdziwa wiosna! Piękna i radosna!

Przesyłam Wam wiosenne pozdrowienia i życzę miłych dni.
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze i za to, że jesteście.

poniedziałek, 18 marca 2019

Od koperty do koperty...

Witam bardzo serdecznie.
W poprzednim poście pokazywałam Wam prezenty w kolorze żółtym, a dziś przyszedł czas na czerwone. Tak mało mnie na blogu, że aż mi smutno. Ale mam powinności i muszę je wypełniać.
Dobrze, że Lidzia wymyśliła taką zabawę, przynajmniej czasem mogę się odstresować. Dość smutasów, czas na pokaz.

Ja wylosowałam samą organizatorkę zabawy - Lidzię. Dla niej przygotowałam taki oto czerwony prezent:
 Z Lidzią poznałyśmy się osobiście latem ubiegłego roku. Ze zdjęć, jakie posiadam wybrałam jedno i oprawiłam. Dodałam bukiet róż z foamiranu.
 Byłam, jakiś czas temu, na warsztatach z foamiranem i zakochałam się w nim. Po prostu wpadłam po uszy:)



Zrobiłam również karteczkę w stylu całości.


Chyba teraz już wszędzie będą takie foamiranowe kwiatki:)

Do mnie czerwoną kopertę przysłała Kamilka z bloga "Z kapelusza wzięte".
Karteczka od Kamilki jest iście ognista!
 I piękna bransoletka.

Słodyczami i oryginalnym notesem od razu zainteresowała się moja wnuczka:)
Bardzo Kamilce dziękuję za super kopertę. Lidziu, a Tobie za organizację tej pięknej zabawy.
Na zakończenie banerek.
Kochane namawiam Was do tej uroczej zabawy. Nie macie pojęcia, jakie to uczucie, gdy po otwarciu koperty wysypujemy jej zawartość w jednym kolorze!

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Treść i zdjęcia umieszczone na blogu są moją własnością, jeżeli będzie inaczej to zaznaczę pochodzenie, a Ciebie proszę o uszanowanie mojej pracy, jeśli chcesz skopiować , to zapytaj mnie o pozwolenie. Dziękuję