My blog about my house, garden, flowers, what I think about, animals overall life in peace with nature.

And all my passions.


wtorek, 5 lutego 2013

Co można robić w zimie w ogrodzie ?

Hu hu ha!

  - No właśnie, co można robić o tej paskudnej porze roku? Paskudnej, bo zimnej, wilgotnej, śnieżnej i cholernie długiej. A zatem…
   - Można, oczywiście, przycinać gałęzie, prześwietlać korony drzew, odśnieżać (jak ktoś ma taki podjazd jak my, to sama ta czynność wystarczy za wszystkie atrakcje!), ale można też zrobić parę innych rzeczy, całkiem przyjemnych:
- rozpalić ognisko z gałęzi przyciętych jesienią i zimą właśnie,
- ulepić bałwana, jeśli śnieg dopisze (a dopisał, oj, dopisał, ostatnio),
- zorganizować sannę, bez względu na to, jakim pojazdem, o ile oczywiście rozmiar ogrodu na to pozwala (a nasz pozwala!).
I w to wszystko się bawimy, ale mamy też jeszcze jedną atrakcję, która zajmuje nas dwa-trzy razy w ciągu zimy.
Najpierw był to jednorazowy wybryk z okazji świąt Bożego Narodzenia. Bo jak święta, to warto też (w polskiej tradycji) postarać się o dobrą, wiejską wędlinę. A dobra, to własna, samodzielnie robiona i – to chyba najważniejsze - wędzona w ogrodowej wędzarce.

Mamy w planach wybudowanie murowanego i zadaszonego grilla z wędzarką w zacisznym kącie ogrodu. A że długie to już plany, to jakieś trzy zimy temu, zawstydzeni przez sąsiadów zapraszających nas do siebie na wędzenie, postanowiliśmy zrobić tymczasową, byle jaką, ale dobrze działającą wędzarkę. I tak powstało to, co widzicie na zdjęciach: położone niżej palenisko, około dwumetrowa metalowa rura doprowadzająca dym i – najwyżej zlokalizowana – beczka, w której mięsiwa okadzane są dymem.
Prowizorka, jak się patrzy, ale efekty – rewelacja!!!
Nie muszę Wam tłumaczyć, że to, co kupujemy w sklepach, to badziewie pierwszej klasy – jak mocno wycisnąć, to poleci woda, a z reszty zostanie niewiele. Nie mogę takich niby wędlin strawić, więc raz na parę tygodni zabieramy się za robienie własnych przysmaków, dla których wędzenie jest czynnością kluczową.
Jasne, wcześniej te szynki, balerony i boczki trzymam w zalewie, by po jakichś 10-14 dniach zabrać się za wędzenie. Na tę czynność wybieramy dzień o znośnej pogodzie, jak się uda, bo z tym bywa różnie – a więc nie za zimno, nie za ciepło, nie za śnieżno…
 
Udało nam się utrafić z taką aurą tuż przed świętami i – ostatnio – 29 stycznia. Wędliny świąteczne już pożarliśmy, więc trzeba było odnowić zapasy. Akurat ustąpiły mrozy, w nocy dochodzące do minus 20, a ta okropna odwilż, jaką mamy teraz, jeszcze nie zdążyła zaatakować. A zatem – okoliczności idealne.













Wiecie, taka sama frajda jest z jedzenia własnych wędlin, jak i z ich robienia. Ściślej – z okoliczności, w jakich to się odbywa. A więc: picie grzańca, lepienie bałwana (choćby miał stać na głowie), robienie gorącej herbaty w samowarze – najprawdziwszym dziewiętnastowiecznym samowarze z Tuły, od lat służącym rodzinie mojego M.
zima w ogrodzie wędzenie
Jak widzicie na zdjęciach – nawet psy mają okrutną radochę przy okazji wędzenia, a cóż dopiero mówić – my…
Pawanna
PS.
Zdjęcia z wędzenia wysłałam mojemu synowi. Tak mu się spodobało, że napisał mi to, co zamieszczam poniżej:
„Rewelacja!!! Śmiałem się do rozpuku. Normalnie Syberia! Skojarzenia z Syberią proszę nie mylić z ilością śniegu.
To ten klimat, a więc zardzewiała stara beczka, przykryta niehigieniczną, osmoloną szmatą. I kobieta w rdzawym waciaku wkładająca kawał mięsiwa to tejże beczki. Samowar, na który tych ludzi nie byłoby stać, najpewniej skradziony Białym z jakiegoś folwarku. Psy??? Rosyjska klasyka. A na zdjęciach wyglądają, jakby to one piły grzańca. Bałwan odjazd. Pytanie tylko, czy to lepiacze się dogrzewali samogonem, czy to bałwan wypił za dużo?”

sobota, 2 lutego 2013

blogowa przyjaźń

od Ewy

O przyjaźniach można wiele napisać, ale przyjaźń blogowa jest dla mnie nowością. Jestem początkującą blogerką więc zbyt wielu osób jeszcze nie poznałam ale te, które do mnie zaglądają dają mi siłę do dalszego pisania. Jako pierwsza była  Ewa , namówiła mnie ona na pisanie bloga i jestem jej za to wdzięczna.
Ma ona nowy pomysł, banerek w imię blogowej przyjaźni.


Banerek jest do pobrania  u niej, lub tu, u mnie. Mała prośba , o pozostawienie śladu:)
Zgodnie z zamysłem Ewy, częstujcie się i podajcie dalej.
      

         Dostałam także wyróżnienie od Agatki. Wyróżnienie  bezinteresowne w imię przyjaźni i blogowej twórczości. Dziękuję Agatko!

serdecznie pozdrawiam
Pawanna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Treść i zdjęcia umieszczone na blogu są moją własnością, jeżeli będzie inaczej to zaznaczę pochodzenie, a Ciebie proszę o uszanowanie mojej pracy, jeśli chcesz skopiować , to zapytaj mnie o pozwolenie. Dziękuję