
W sadzie, siedemnaście lat temu, posadziłam cztery drzewa czereśni, o różnych terminach dojrzewania owoców, tak abym mogła się nimi najeść do syta :) Teraz drzewa są bardzo duże, mają dużo lat i dużo owoców.
Pierwsze zbiory zaczynamy pod koniec maja i na początku czerwca.
Objadamy się czereśniami razem z ptakami, które tak jak i my gustują w tych pysznych owocach.
W kolejce po owoce czekają dzięcioły.
Po rozejrzeniu się i sprawdzeniu, że nic im nie grozi, wchodzą po pniu wyżej i wyżej, aż dojdą do owoców.
Nawet wiewiórka się nimi raczy.
Do tej pory ptaki zjadały tylko te owoce, do których nie mieliśmy dostępu, czyli na najwyższych gałęziach. Takie życie w symbiozie dawało dobre efekty, my byliśmy zadowoleni i ptaki chyba też.
W ubiegłą niedzielę, zerwaliśmy kilka koszyków. Dalsze zrywanie czereśni odłożyliśmy na następny dzień. Jakież było nasze zdziwienie, gdy nazajutrz nie znaleźliśmy żadnych owoców! Wszystkie, łącznie z leżącymi na ziemi, zostały pięknie sprzątnięte przez szpaki. Musiało być to ogromne stado, że dwa wielkie drzewa czereśni objedzone zostały w oka mgnieniu. Nie pomogły nawet "dyndałki" zrobione w celu ich odstraszenia.

Pozdrawiam serdecznie,
Pawanna
















